sobota, 17 czerwca 2017

Ślubne miliony cz.I

-Jaka piękna sukienka.
-Ale ta jest ładniejsza.
-Albo zobacz tą. Jest śliczna.
-A ta ma taką piękną koronkę <popada w zachwyt na miliony godzin>

Myślę,że każda przyszła panna młoda miała takie rozkminy przy wyborze sukni ślubnej. Można mi wierzyć lub nie ALE JA NIE MIAŁAM. Owszem, podobały mi się piękne, subtelne i skromne koronki, ale odkąd ustaliliśmy datę ślubu wiedziałam,że sukni nie będę miała nowej ani szytej. Dobra,dobra. Gadki na temat, że ślub to najważniejsze wydarzenie itp. itd. zostawcie dla siebie :D 
Szanuję kobiety i zazdroszczę tym, które ten ważny dzień spędziły w sukni marzeń, kosztującej "miliony". Nie oszukujmy się. Koszt dobrej i ładnej sukni (przynajmniej w moim mieście) zaczyna się od 1200zł w górę. Jednodniowy wydatek, moim zdaniem. Owszem, marzyłam o pięknej sukni, ale z naszym budżetem kupno było niemożliwe.

Sukienkę więc dostałam od dobrej znajomej. Po kilku poprawkach jakim było doszycie koronki i zabudowanie ramion suknia spełniała moje wymagania. Koszt samej poprawki jakieś 60 zł, sukienka od znajomej za jakieś 300 zł. Razem niecałe 400zł. Można? Można :D

Nasz ślub od początku miał być skromną uroczystością, bez zbędnych dodatków, gości, gadżetów. Nie czuliśmy potrzeby żeby mieć jakieś bajery i też nie było nas na to stać. Postanowiliśmy wszystko sami zorganizować. Nie brać kredytów ani pożyczek na TEN DZIEŃ. Zaczęłam odkładać pieniądze jeszcze w 2015 roku. Czyli dobry rok przed ślubem. Systematycznie z każdej wypłaty coś tam odkładałam a raz się nawet większa sumka trafiła :D I powiem wam,że się udało. Z większością osób uzgodniliśmy,że zapłacimy im po weselu za robociznę. Oczywiście każdy dostał zaliczkę i każdy wywiązał się ze swojego obowiązku.

Chcieliśmy żeby było jak najtaniej. I chyba nam się udało.
Złoto na obrączki dostaliśmy od mojej obecnej teściowej. Przetopiliśmy u jubilera, który okazał się mężem mojej koleżanki z pracy (naprawdę to był przypadek! :D). Naprawdę zaoszczędziliśmy w ten sposób trochę pieniędzy. 

Poszukiwania sali zaczęliśmy od objazdu wszystkich -no dobra nie wszystkich. Te które wiedzieliśmy z autopsji,że są luksusowe i drogie po prostu sobie darowaliśmy. Ceny wahały się pomiędzy 120zł a 170zł. Wybraliśmy oczywiście opcję najtańszą, ale wcale to nie znaczy,że najgorszą, bo sala była ładna, a jedzenie genialne. Obsługa miła  i wcale nie narzekali gdy dzień przed weselem siedzieliśmy tam pół nocy ćwicząc taniec, rozkładając winietki i zastanawiając się jak usadzić ludzi koło siebie żeby się nie pozabijali XD

A na koniec części pierwszej tak wam napiszę,że datę ślubu przekładaliśmy aż dwa razy zanim padła ostateczna i wygodna dla wszystkich data :D

Do następnego :D